MBOX z Thunderbirda i MBOX z Gmaila to nie ten sam plik
Oba są poprawnym MBOX-em i oba otworzy ten sam czytnik, ale zorganizowano je na odwrotnych zasadach: foldery kontra etykiety, plik na każdy folder kontra jeden plik na wszystko, i skasowana poczta, która wciąż tam siedzi.
Oba to standardowy MBOX i oba otworzy ten sam czytnik. Różni je wszystko dookoła formatu: Thunderbird daje jeden plik na folder, Gmail jeden plik ze wszystkim; Thunderbird porządkuje pocztę folderami, Gmail etykietami zapisanymi w nagłówku; a plik z Thunderbirda zwykle nadal zawiera wiadomości, które jego właściciel skasował lata temu.
Wiedza o tym, który z nich trzymasz w rękach, zmienia to, czego powinieneś się w nim spodziewać.
Plik na każdy folder albo jeden plik na wszystko
Thunderbird trzyma jeden plik MBOX na folder: Inbox, Sent, Archives — każdy to osobny plik bez rozszerzenia w katalogu profilu, z indeksem .msf obok i z podfolderami w katalogu .sbd o tej samej nazwie. Żeby mieć „całą pocztę”, potrzebujesz wszystkich plików.
Google Takeout daje jeden plik z całą zaznaczoną zawartością — odebrane, wysłane, spam i kosz razem — dzielony na części dopiero wtedy, gdy robi się bardzo duży. Niczego nie brakuje, ale też nic nie jest rozdzielone.
Praktyczny wniosek: jeśli ktoś podaje ci „archiwum z Thunderbirda”, a to jeden plik, masz najprawdopodobniej jeden jego folder. To częste nieporozumienie i bywa kosztowne, kiedy brakującym folderem okazuje się Sent.
Foldery kontra etykiety
Foldery Thunderbirda się wykluczają: wiadomość leży w jednym, tak jak kartka papieru leży w jednej szufladzie.
Etykiety Gmaila — już nie. Jedna wiadomość może naraz siedzieć w odebranych, mieć gwiazdkę i etykietę Faktury, a wysłane, spam i kosz same są etykietami. Takeout zapisuje to w niestandardowym nagłówku X-Gmail-Labels — lista rozdzielona przecinkami przy każdej wiadomości — więc każda wiadomość występuje raz i niesie ze sobą komplet swoich etykiet.
Czytnik, który ten nagłówek ignoruje, pokaże ci wszystkie wiadomości i zgubi całą organizację: dwadzieścia lat poczty jako jedna nierozróżnialna lista. Mbox Viewer go czyta i odtwarza etykiety w panelu bocznym razem z licznikami, a label: działa w wyszukiwaniu na równi z from: i resztą operatorów.
Skasowana poczta, która nadal tam jest
Ten punkt zaskakuje ludzi, a ma znaczenie prawne równie często jak techniczne.
Thunderbird nie usuwa skasowanej wiadomości. Oznacza ją w X-Mozilla-Status i idzie dalej; bajty zostają, dopóki ktoś nie skompaktuje folderu. Zewnętrzny czytnik nie ma żadnego powodu, by respektować flagę specyficzną dla Mozilli, więc pokazuje to, co jest w pliku — a w środku może być poczta, o której właściciel jest przekonany, że skasował ją w 2018 roku.
Zależnie od sytuacji jest to albo odzyskanie, za które będziesz wdzięczny, albo coś, z czym trzeba obejść się ostrożnie, zanim plik gdziekolwiek pojedzie. Tak czy inaczej zdecyduj świadomie: skompaktuj najpierw, jeśli te wiadomości nie powinny nigdzie trafić, albo zachowaj je z pełną świadomością. I policz potem wiadomości, żeby wiedzieć, co właściwie masz.
Eksport z Takeouta nie ma tu odpowiednika: zawiera to, co było na koncie w chwili eksportu, łącznie z zawartością kosza, jeśli o nią poprosiłeś.
Liczby się nie zgodzą
Wszystko powyższe wychodzi na jaw w chwili, gdy próbujesz uzgodnić dwa archiwa „tej samej” poczty:
- Thunderbird zawyża, jeśli foldery nigdy nie były kompaktowane — czytnik przechodzący plik od początku do końca liczy także skasowane wiadomości.
- Gmail liczy inaczej z założenia, bo rozmowa, którą masz w głowie jako jedną rzecz, to kilka wiadomości, każda z własnymi etykietami.
- Wysłana poczta mieszka gdzie indziej. W Thunderbirdzie to folder; w Gmailu etykieta, wmieszana w ten sam plik.
Jeśli potrzebujesz jednej liczby, scal źródła w jedną skrzynkę i usuń duplikaty po Message-ID. To skleja kopie wiadomości istniejącej w obu archiwach, a tylko tak ta arytmetyka kiedykolwiek się domyka.
Które starzeje się lepiej
Szczerze: oba — to ten sam otwarty format i o to w nim właśnie chodzi. Psują się jednak na różne sposoby.
Profil Thunderbirda jest kruchy w bardzo określony sposób: poczta leży w plikach, których nazwy poza Thunderbirdem nic nie znaczą, w katalogu o losowej nazwie, a strukturę .sbd łatwo rozwalić przy porządkach. Kopiuj cały katalog Mail/Local Folders/, a nie te pliki, które wyglądają ciekawie.
Eksport z Takeouta jest kruchy w drugą stronę: to migawka jednego dnia, kompletna i samowystarczalna, i od razu nieaktualna. Jest też jedynym z tych dwóch, który działa dalej po zamknięciu konta.
Nawyk wart wyrobienia jest dla obu ten sam: zachowaj oryginał, nazwij go tak, żeby za dziesięć lat coś znaczył, i otwórz raz, żeby sprawdzić, że to naprawdę to, co myślisz.
Google i Google Takeout są znakami towarowymi Google LLC.
Otwórz swoje archiwum w Mbox Viewer
Natywna aplikacja na Maca i Windows. Strumieniuje pliki MBOX i EML dowolnej wielkości, w pełni offline.